Izrael pogrążony w chaosie
EPA/PAP

Izrael pogrążony w chaosie

Ponad 2 tys. zachorowań dziennie to nowy tragiczny rekord w Izraelu (stan na 23 lipca). Koronawirus wymknął się spod kontroli, a rząd, z dnia na dzień, a czasem z godziny na godzinę, zmienia swoje decyzje i nie panuje już nad sytuacją. Bezrobocie urosło do 21 proc. O społeczeństwie, które zostało zmuszone do wyjścia na ulice, z Tel Awiwu, pisze Basia Monka.

Jeszcze kilka miesięcy temu, gdy po trzecich z rzędu wyborach do Knessetu trwał kolejny impas w tworzeniu rządu - ani prowadzony przez Benjamina Netanyahu Likud, ani Biało-Niebiescy pod wodzą Benny Gantza i Yair Lapida - nie byli w stanie zebrać koalicyjnej większości, z punktu widzenia przeciętnego obywatela Izraela wydawało się to największym problemem.

Choć byli też tacy, którzy na moje pytanie co będzie, jeśli i tym razem, nie uda się stworzyć rządu, odpowiadali:

- Nie potrzebujemy rządu, mamy wojsko i społeczeństwo. Damy radę!  - mówił mi Aviram, malarz, artysta.

- Wszystko będzie dobrze, trzeba mieć nadzieję. Jesteśmy narodem nadziei  - nawiązywał do izraelskiego hymnu "Hatikva" (pol. nadzieja) 50-letni ochroniarz.

Doniesienia z Chin nierealne i odległe

Izrael, kraj startupów, dotychczas rozkwitał niezależnie od wewnętrznej sytuacji politycznej i nieprzyjaznych sąsiadów. Co więcej, 2019 był najlepszy od lat dla turystyki. Według danych Ministerstwa Turystki, ponad 4,5 miliona turystów odwiedziło Izrael. Perspektywy na ten rok były równie dobre. A świetnie prosperująca branża turystyczna, napędzała inne gałęzie gospodarki.

Protesty w JerozolimieEPA/PAP
Protesty w Jerozolimie

ZOBACZ: "Zamilkniesz na wieki, a ja zniknę w mroku" - mówił do swoich ofiar

Doniesienia o pandemii w Chinach i we Włoszech były dość nierealne i odległe. Na przełomie lutego i marca koronowirus dodarł jednak do Izraela i wszystko uległo drastycznej zmianie.

Izrael bardzo szybko zareagował na pierwszą falę koronowirusa nie wpuszczając turystów, ściągając Izraelczyków z całego świata specjalnie wysyłanymi samolotami, zapewniając dwutygodniową kwarantannę w hotelach obywatelom, którzy nie mieli możliwości odbyć jej w domu.

W kwietniu, poza enklawami zakażeń w sąsiadującym z Tel Awiwem Bnei Brak oraz ultra religijnymi dzielnicami Jerozolimy, gdzie nie przestrzegano nakazów lockdown’u, nie było nowych zachorowań. 25 osób dziennie. Zarządzone kwarantanny były radykalne - można było wychodzić jedynie do aptek, banków i najbliższych sklepów. Poza tym, nie wolno było się oddalać od domu dalej niż na 100 metrów, później - na 500 metrów, pod karą grzywny 500 szekli (ok. 560 zł). Zamknięto szkoły, instytucje kulturalne, synagogi, restauracje, bary oraz plażę. Po względem powstrzymania rozpowszechniania się wirusa reakcja była wzorcowa.

Jednocześnie zamrożenie gospodarki drastycznie wpłynęło na społeczeństwo.

- Straciłem 100 proc. dochodów - mówi Tzion Nafshi, współwłaściciel barów: "Norman Bar" oraz otwartego tuż przed pandemią  "Webmaster". - Z dnia na dzień straciliśmy tysiące szekli - dodaje.

"Walczymy o chleb"

Kryzys najbardziej odczuli właśnie drobni przedsiębiorcy oraz ci na samozatrudnieniu. W odróżnieniu od pracowników etatowych, zostali z niczym, nie mają prawa do zasiłku dla bezrobotnych. Mimo to nadal muszą płacić ubezpieczanie społeczne, składki emerytalne i podatki, etc..

ZOBACZ: To może być krwawa niedziela

Sharon Orian, producentka w branży "eventowej", ma żal do rządu o zerwanie, jak to określiła, "kontraktu z obywatelem".

- Mam 50 lat - opowiada - służyłam w wojsku, pracuję od kiedy jestem nastolatką, zawsze płaciłam wymagane składki. Gdzie są teraz moje pieniądze w sytuacji kryzysu? - pyta.

Orani nigdy nie uczestniczyła w demonstracjach, teraz chodzi na nie regularnie.

- Od 8 marca ja i setki ludzi z branży rozrywkowo - artystycznej jesteśmy bez pracy. Rozumiem potrzebę izolacji w czasach pandemii, ale skoro nie możemy pracować, rząd powinien zapewnić regularną pomoc. Szczęśliwie - dodaje - mam męża na etacie, więc mamy co jeść. Ale wiele osób już nie ma. Codziennie pakuję paczki żywnościowe, jedzenie kupione za pieniądze od darczyńców i firm, i wysyłamy je do ludzi z branży - opowiada.

Tzion Nafshi wyjaśnia, że pomoc od rządu była symboliczna.

- Starczyło na opłacenie 45 proc. czynszu za wynajem lokali, resztę opłat oraz pensje pracowników zapłaciłem z własnej kieszeni. Przed pandemią zatrudniałem 6 osób, teraz 3 - wyjaśnia.

Lior Raz, popularny izraelski aktor, znany z serialu Fauda, pakuje paczki żywnościowe dla ludzi izraelskiej kulturyEAST NEWS
Lior Raz, popularny izraelski aktor, znany z serialu Fauda, pakuje paczki żywnościowe dla ludzi izraelskiej kultury

Nafshi nie widzi rozwiązania obecnej sytuacji, ale uczestniczy w demonstracjach, bo domaga się od rządu konsekwencji w decyzjach.

- Rząd raz otwiera, raz zamyka, zmienia liczbę dozwolonych gości baru, 10, zaraz 50 - wylicza Nafshi. - Pewnego wieczoru odwołaliśmy event w barze, bo był zakaz. Poszliśmy spać, tymczasem tego samego wieczoru rząd zmienił decyzję, otworzył  bary, ale moi pracownicy już odwołali zamówienie. Rząd musi podjąć decyzje, a nie się nami bawić - mówi. 

Równolegle do wielotysięcznych demonstracji w Tel Awiwie, które są związane z reakcją rządu na epidemię, w Jerozolimie trwają protesty przed rezydencją premiera, domagające się jego odwołania. Wszystko w związku z ciążącymi na nim zarzutami o korupcję i defraudację. Netanyahu zaś robi wszystko, by odwlec w czasie swój proces.

Te wystąpienia są kontynuacją regularnych od trzech lat protestów w Izraelu, ale 14 lipca, nieprzypadkowo w Dniu Bastylii, nabrały siły, gdy dołączyli do nich młodzi, dwudziestokilkuletni ludzie. Policja wkroczyła na koniach, w użyciu były również armatki wodne. Doszło do aresztowań.

Demonstracje pod rezydencją premiera Netanyahu w JerozolimieEPA/PAP
Demonstracje pod rezydencją premiera Netanyahu w Jerozolimie

 Jeden z demonstrantów rozpaczliwie mówił w przekazie na żywo na Facebook’u: „To jest moja policja, służyłem w niej 3 lata. Jak oni mogę stawać przeciwko nam?”.

Śledząc tę relację, widziałam rozpacz i złość.

Ale nie wszyscy są przegrani. Sivan Levy, pracowniczka socjalna z Tel Awiwu, opowiada:

- Po półtorarocznej ciężkiej walce o reformę systemu, podwyżki i ochronę pracowników, a ostatnio po 2 i pół tygodniowym strajku,  niespodziewanie w środę odnieśliśmy sukces!

Czas pandemii okazał się paradoksalnie pomocny.

Tymczasem społeczeństwo solidaryzuje się z protestującymi. Raz Levy, pracujący w reklamie mówi:

Czuję się szczęściarzem, bo nie odczuwam tak kryzysu, jak osoby na samozatrudnieniu, ale nie mogę ignorować, tego co się dzieje wokół mnie. Każdy w ten, czy inny sposób doświadcza skutków pandemii. 

"Wielkie prawo koronawirusa"

Nikt nie wie, jakie będą kolejne zakazy lub nakazy. Izrael jest pogrążony w chaosie. W ubiegłym tygodniu minister zdrowia Yuli Edelstein mówił, że jeśli nie zdarzy się cud, trzeba będzie wprowadzić kolejny lockdown. Szybko jednak okazało się, że planowane jest jedynie zamknięcie plaży, restauracji i barów, jesziw oraz ograniczenie zgromadzeniach na świeżym powietrzu do 20 osób, a wewnątrz do 10. Po kilku dniach z tego pomysłu się wycofano. Po raz drugi w tym tygodniu postanowiona otworzyć siłownie i baseny.

ZOBACZ: Zagłada Tokio i ewakuacja Nowego Jorku w 60 dni. Ćwiczenia na wypadek uderzenia asteroidy

W tym tygodniu również, zostało przyjęte kontrowersyjne prawo, które ma wejść w życie 10 sierpnia, tzw. "Wielkie Prawo Koronowirusa", pozwalające rządowi na podejmowanie decyzji związanych z pandemią, bez konsultacji z Knessetem.

- To prosta droga do dyktatury - komentuje Sharon Oriani

Za kilka dni okaże się też czy zostanie przyjęty zaproponowany przez Netanyahu pakiet pomocowy: 750 szekli na osobą, 2000 dla rodzin z jednym dzieckiem, 2500 - z dwojgiem i 3000 - z trojgiem lub więcej. Pomoc, przez niektórych określana jałmużną, przez innych - przekupywaniem społeczeństwa.

Turystyka jest zamrożona minimum do jesieni i długo się nie podniesie po tym kryzysie. Obecnie nadal obowiązuje zakaz wjazdu dla turystów. Wszyscy obywatele Izraela po powrocie muszą odbyć dwutygodniową kwarantannę.

Z dnia na dzień jest coraz więcej zachorowań i nie widać światełka w tunelu. Uratować sytuację ma nowo powołany "Car" koronowirusa, profesor Ronni Gamzu, który będzie koordynować prace między ministerstwami. To on ma zatrzymać pandemię.

- Z najmniejszą krzywdą dla społeczeństwa i ekonomii - powiedział Gamzu podczas konferencji prasowej. 

Zaprzysiężony dwa miesiące temu rząd jedności narodowej, miał być rządem na czas kryzysu, ale okazał się rządem kryzysu, który nie posiada zaufania społecznego, ani prawdopodobnie pomysłu, jak wyjść z tej patowej sytuacji. Pytanie, co jeszcze społeczeństwo jest w stanie wytrzymać oraz, czy demonstracje nie przybiorą drastyczniejszej formy?

Komentarze

Basia Monka
Basia Monka zadebiutowała, jako dziennikarka 20 lat temu w Gentlemanie, gdzie pisała na tematy kulturalne i polityczne, współpracowała też m.in. z Voyage i The Warsaw Voice. Przez rok miała swoją autorską kolumnę w czasopiśmie "Kosmetyki". W latach 2007-2014 pracowała w TVP INFO; od 2010 r. współtworzyła interaktywną platformę TWOJE INFO. Od ponad 6 lat mieszka w Izraelu, pisze blogi w The Times of Israel, Isreal Seen oraz przeprowadza wywiady z ludźmi kultury do The Jerusalem Post Magazine. W Polsce pracowała także w branży filmowej, jako asystentka reżysera i tłumaczka na planie. Uwielbia kulturę, podróże i morze