"Porażająco dysfunkcyjna". Bratanica prezydenta USA o rodzinie Trumpów
PAP/EPA/Chris Kleponis / POOL

"Porażająco dysfunkcyjna". Bratanica prezydenta USA o rodzinie Trumpów

W Ameryce książka bratanicy prezydenta Donalda Trumpa już w dniu premiery sprzedała się w milionie egzemplarzy. Jej autorka - Mary Trump - z pozycji psychologa klinicznego analizuje historię swojej "porażająco dysfunkcyjnej rodziny" i mówi wprost: "Jeśli wybiorą Donalda na drugą kadencję, będzie to koniec amerykańskiej demokracji".

Mary Trump – doktor psychologii klinicznej, bratanica urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych, o tym, by ostrzec świat przed wujem, po raz pierwszy pomyślała, gdy zaczął ubiegać się o nominację. Wspólnie z ciotką - Maryanne Trump - emerytowaną sędzią federalną, najstarszą siostrą Donalda, uznały jednak, że on sam nie traktuje tego poważnie. Ot, znalazł skuteczny sposób, by zareklamować za darmo swoją markę. Wówczas z lekka wyblakłą. Nawet gdy jego notowania gwałtownie zaczęły wzrastać, były spokojne.

Nigdy do tego nie dojdzie. Przecież on jest błaznem! Nikt myślący w Ameryce nie jest w stanie uwierzyć, że osiągnął cokolwiek dzięki własnej pracy - zapewniała Maryanne. I dodawała złośliwie: Poza bankructwami pięciu banków, do których doprowadził.

Obie bardzo się myliły. Nie tylko w tym wypadku.

"Zbyt wiele i nigdy dość"

Mary Trump przyznaje, że była pewna, iż jawnie rasistowska postawa, którą Trump prezentował w przemówieniach, dyskwalifikuje go jako kandydata na prezydenta. Ku swojemu zdumieniu odkryła, że jest dokładnie odwrotnie - przysparza mu zwolenników. Mary podkreśla, że żadna z wypowiedzi wuja wygłoszonych podczas kampanii - od dyskredytowania Hillary Clinton, którą nazywał "paskudną kobietą", po drwiny z Serge’a Kovaleskiego, niepełnosprawnego dziennikarza "New York Timesa" - nie odbiega od tego, czego się po nim spodziewała.

Przypominały mi rodzinne posiłki, w których uczestniczyłam, gdzie Donald mówił o kobietach "grube fleje", a o mężczyznach bardziej utalentowanych lub potężniejszych od niego: "frajerzy" - wspomina.

Podobnie jak siostra Trumpa, nie wierzyła jednak, że aż tak wielu Amerykanów to kupi. Do tego stopnia, że gdy dostała zaproszenie na jego wieczór wyborczy w Nowym Jorku, odrzuciła je. - Nie byłabym w stanie ukryć radości przy ogłoszeniu zwycięstwa Clinton, a nie chciałam być niegrzeczna - wspomina. Do końca kampanii była pewna klęski wuja. Wciąż nie może też pojąć, że uwadze mediów umknął fakt, iż żaden z członków licznej rodziny Donalda, prócz jego dzieci i obecnej żony, nie wsparł go podczas kampanii.

8 listopada 2016 roku - dzień, w którym ogłoszono wyniki wyborów, wspomina jako koszmar. "Chodziłam po mieszkaniu zdenerwowana jak wielu innych ludzi. Miałam jednak bardziej osobiste powody: czułam, że 62 979 636 wyborców postanowiło zamienić ten kraj w wersję makro mojej przerażająco dysfunkcyjnej rodziny"- przyznaje w książce "Zbyt wiele i nigdy dość. Jak moja rodzina stworzyła najniebezpieczniejszego człowieka na świecie". Po czterech latach prezydentury wuja, podczas których spełniały się jej najgorsze przeczucia, zdecydowała się na jej publikację.

 W Ameryce książka bratanicy prezydenta (część rodziny Trumpów próbowała bez skutku powstrzymać jej wydanie), już w dniu premiery sprzedała się w milionie egzemplarzy. Jej autorka z pozycji psychologa klinicznego analizuje historię swojej "porażająco dysfunkcyjnej rodziny". I mówi wprost: "Jeśli wybiorą Donalda na drugą kadencję, będzie to koniec amerykańskiej demokracji".

PAP/EPA/CRISTOBAL HERRERA-ULASHKEVICH

Mój dziadek tyran

Już w posłowiu do książki autorka daje do zrozumienia, że tym, który wyrządził w tej rodzinie najwięcej zła, jest zmarły w 1999 roku senior rodu - Fred Trump, ojciec Donalda, a jej dziadek. Po przedwczesnej śmierci ojca Mary spędziła większość dzieciństwa w ogromnym domu dziadków w Queens, w stanie Nowy Jork, gdzie wcześniej dorastał również Donald i jego rodzeństwo. Relacje panujące w rodzinie Trumpów zna więc z obserwacji, a dziadka określa jako socjopatę i tyrana. Obwinia go też o śmierć swojego ojca Freda Jr., który zmarł z powodu alkoholizmu.

Atmosfera podziałów stworzona przez mojego dziadka w rodzinie Trumpów to środowisko, w którym Donald porusza się swobodnie. Tworzenie podziałów to również zabieg, z którego czerpie korzyści. Kosztem innych. To niszczy mój kraj, jak niszczyło mojego ojca. Zmienia nas - pisze Mary Trump.

Bezwzględny, wpływowy biznesmen w branży nieruchomości najpierw nauczył się wykorzystywać media, a potem sięgać po rządowe pieniądze, dzięki którym zaczął budować imperium. Już w latach 50. był przesłuchiwany przez komisję senacką USA i podejrzewany o spekulacje. Oskarżano go też o naruszanie tzw. Fair Housing Act, regulującego zasady wynajmu mieszkań. Nie ukrywał swoich rasistowskich poglądów, podobnie jak ostentacyjnego seksizmu. Najlepiej oddaje go rozmowa młodziutkiej Mary z dziadkiem, w której radzi jej, by poszła na jakieś kursy, np. na sekretarkę, bo kobieta studiująca psychologię to "jakieś paskudztwo".

Jej ojca Freda Jr.(zwanego Freddym), jako najstarszego z synów, Trump senior widział w roli swojego następcy. Ale Freddy’ego nie interesował biznes. Marzył o lataniu i w tajemnicy zrobił licencję pilota. Interesował się tym wszystkim, co dla Freda Trumpa nie istniało. W jego domu rozmawiało się wyłącznie o biznesie i polityce. O książkach, filmach, które uwielbiał jego syn - nigdy. Trump senior zaczął szydzić z syna, o którym mówił, że nie nadaje się "na zabójcę". W jego języku oznaczało to bycie twardym, niewrażliwym. A Fred Jr. był wrażliwy, co ojciec poczytywał za wielką słabość, której nienawidził.

ZOBACZ: Marcin Kędryna: dostałem na Nowogrodzkiej krzesło i kabel do Internetu

Fred Trump wpoił swoim dzieciom, że nie ma nic gorszego od bycia słabym, od przegranej. Donald też tak myśli. Jeśli przegra wybory z Bidenem tylko o włos, rozpęta polityczne piekło - opowiadała Mary Trump w rozmowie z NBC.

Los sprawił, że na Donald wychowywał się niemal bez matki. Przedostatni z pięciorga dzieci, miał nieco ponad dwa lata, gdy Mary Anne Trump ciężko zachorowała. Pół roku po porodzie najmłodszego syna, pojawiły się przeoczone przez lekarzy wcześniej komplikacje. 12-letnia Maryanne znalazła ją nieprzytomną w kałuży krwi. Kobieta przeszła dwie ciężkie operacje. Cudem przeżyła, ale po rocznym pobycie w szpitalu nie była już nigdy sobą.

Stała się nieobecna duchem.

Kłamstwo, czyli mechanizm obronny

Podczas choroby matki starsze rodzeństwo, które miało już przyjaciół w szkole, swoje życie, jakoś dawało radę. Dwuletni Donald i maleńki Robert potrzebowali jej jak powietrza. Ojciec nie potrafił i nie chciał zastąpić matki najmłodszym dzieciom. Ich płacz go denerwował, potrzeby nie interesowały. Mały Donald, wcześniej mocno związany z matką, bez skutku szukał u niego czułości. Drażnił tym ojca, który zaczął się od niego opędzać.

Nazywając dziadka socjopatą Mary Trump podkreśla, że był kompletnie pozbawiony empatii. "Traktował innych ludzi, w tym dzieci i żonę, jak pionki, które można wykorzystać do własnych celów. Gdy ktoś mógł mu pomóc, wykorzystywał go. Jeśli nie, po prostu ignorował".

Pięcioro swoich dzieci uczył tego samego. Codziennie słyszeli, że najważniejsze w życiu, to  odnieść sukces. Za wszelką cenę. Zaczęli kłamać, by przypodobać się ojcu.

Dla dzieci Freda Trumpa kłamstwo było sposobem na przeżycie. Dla najstarszego syna, Freddy'ego, mechanizmem obronnym - nie tylko metodą uniknięcia kary czy nagany ze strony ojca, jak w przypadku rodzeństwa, ale i sposobem na przetrwanie. (…) Donald za pomocą kłamstwa starał się przedstawić samego siebie w jak najlepszym świetle, by przekonać innych, że jest lepszy, niż był w rzeczywistości - pisze Mary.

Kilkuletni Donald szybko dostrzegł, że z najstarszego brata Freddy’ego, ojciec zrobił chłopca do bicia. Nie chciał pójść w jego ślady. By pokazać jaki jest twardy, zaczął dręczyć najmłodszego z braci, Roberta, i robił to przez długie lata.

Diagnoza Mary jako psychologa klinicznego brzmi: Trump senior zniszczył Donalda, choć nie stłamsił go, jak jej ojca, wrażliwego Freddy’ego. Pozbawił go jednak możliwości odczuwania całego spektrum ludzkich emocji, uznając wiele z nich za niedopuszczalne i wstydliwe. Gdy współczuł starszemu bratu szyderstw ze strony ojca, słyszał, że też jest słabeuszem. Fred Trump sprawił, że już jako dziecko wyzbył się empatii. Mary zauważa też, że odebrano mu w ten sposób szansę bycia sobą - stał się "przedłużeniem ambicji swego ojca" i przejął wszystkie jego najgorsze cechy.

Gdy Donald był dzieckiem, ciemność roztoczył nad nim jego ojciec. Dziś on roztacza ciemność a Amerykanie w niej błądzą" - napisała w swojej książce nieco patetycznie Mary Trump.

To, jak bardzo ojciec zaburzył jego hierarchię wartości, wyszło na jaw, gdy rozpoczął naukę w szkole. Czemu miałby nie zabierać nikomu zabawek ani nie bić innych dzieci, skoro w domu słyszał, że trzeba być twardym, a bycie słabszym to wstyd? Czemu miał przepraszać za cokolwiek, skoro gdy starszy brat kajał się ojcu, słyszał, że jest płaczliwą ofermą? Dobro i zło poza domem rodzinnym przybierało inne oblicze. Czuł się zdezorientowany.

To był czas, gdy Donald zaczął też okazywać pogardę matce, jako słabej i chorej, czyli przegranej. Był wobec niej ostentacyjnie arogancki. Według autorki książki, tak naprawdę było to jego antidotum na radzenie sobie z brakiem zainteresowania z jej strony przez całe dzieciństwo.

Ulubiony syn i "trochę lepszy kierowca autobusu"

Naśladowanie ojca przyniosło Donaldowi wymierne korzyści - został jego ulubieńcem. Fred uznał, że z nadwrażliwego najstarszego brata, nie będzie miał pożytku, a Donald zajął jego miejsce. Zaczął mu pobłażać, pozwalał na paskudne zachowanie wobec reszty rodzeństwa, choć dotąd był surowym rodzicem. Imponowała mu też jego arogancja, bo sam także był arogantem. W efekcie Donald uwierzył, że naprawdę jest wyjątkowy.

Z czasem zaczął lekceważyć wszystkich. W szkole wdawał się w bójki, pouczał nauczycieli, aż w końcu został siłą, wbrew własnej woli, wysłany do Nowojorskiej Akademii Wojskowej. Odległej od domu, z rygorystycznym internatem, gdzie nie było miejsca na wybryki, bo srogie kary skutecznie zniechęcały. Donald szkoły nie znosił, ale musiał być posłuszny ojcu, który dla osłody odwiedzał go w każdy weekend.

W tym czasie dorosły już ojciec Mary, wbrew własnym pragnieniom, w geście dobrej woli, podjął pracę w firmie ojca Trump Management. Jednak na krótko. Nieustannie upokarzany przez ojca szybko ją porzucił. 

ZOBACZ: Nadwrażliwa, za niska i jakaś dziwna. Kobieta w świecie przystosowanym dla mężczyzn

Postanowił, że będzie robił to, co kocha - zostanie zawodowym pilotem. I dopiął swego. Trafił do założonej przez Howarda Hughesa prestiżowej Trans World Airlines, o co nie było łatwo. Ożenił się, wyprowadził do Bostonu, na świat przyszły dzieci - autorka książki i jej brat. Był szczęśliwy.

Dopóki nie odwiedził go ojciec i nie wyśmiał tego, co robi, krzycząc, że poniósł porażkę. Bo tak, jak później Donald Trump, jego ojciec wszystko przeliczał na pieniądze. Sam Donald przyjechał także. Przekazał najstarszemu bratu, że tata ma rację, gdy mówi o nim : "trochę lepszy kierowca autobusu".

Freddy zaczął pić, co kilkanaście lat później miało doprowadzić do jego przedwczesnej śmierci. Ale raz jeszcze próbował zawalczyć o szacunek ojca - odrzucił awans, choć kochał latanie i wrócił do pracy w rodzinnej firmie.

Zastępca na egzaminach

Po skończeniu trzyletniej akademii wojskowej Donald trafił do college’u Fordham University w Bronksie, o którym rzadko wspomina. Była to kiepska szkoła, a on nie należał do orłów. Jego prace domowe i tak najczęściej odrabiała Maryanne. Mimo to z czasem zdecydował, że będzie zdawał na prestiżowy uniwersytet w Pensylwanii.

Mimo przekonania o własnej wyjątkowości Donald Trump miał jednak świadomość poziomu własnej edukacji. Obawiał się, że jego średnia, mocno odbiegająca od ocen najlepszych w klasie, nie pozwoli mu dostać się na wymarzoną uczelnię. Zwrócił się więc do kolegi, Joego Saphiro, który świetnie radził sobie z trudnymi testami, by przystąpił zamiast niego do egzaminów (wtedy jeszcze nie używano dokumentów ze zdjęciem i mógł dokonać oszustwa). Donald dobrze zapłacił mu za przysługę. W ten sposób został studentem ekonomii.

Przyznaje, że na studiach "nudził się trochę", a po ich ukończeniu podjął od razu pracę w firmie ojca. W 1971 roku, mimo że pracował tam dopiero od 3 lat (ojciec Mary 11), Fred Trump mianował go prezesem. Dopiero wtedy ojciec Mary na dobre odszedł z rodzinnego biznesu. Wynajął malutką garsonierę w podziemiach budynku z cegły. Wcześniej rozpadło się jego małżeństwo, a gdy umierał w szpitalu w wieku zaledwie 42 lat ani ojciec, ani Donald, nie podali mu pomocnej ręki.

Mary Trump nigdy im tego nie wybaczyła.

Oszustwo sposobem na życie

Jedną z pierwszych decyzji prezesa Donalda Trumpa była zmiana nazwy na The Trump Organization i przeniesienie jej na Manhattan. Wkrótce firmą zainteresował się Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych, oskarżając ją o dyskryminację czarnoskórych, którzy chcieli wynajmować mieszkania. Potem o brak godziwych warunków wynajmu.

Sporą część książki zajmują opisy kolejnych, głośnych przedsięwzięć biznesowych Donalda Trumpa. Mary wyjaśnia w nich ze szczegółami, że tak naprawdę we wszystkie ważne operacje syna zaangażowany był jego ojciec, choć działał za kulisami. Donald jedynie je firmował. Wszystkie rzekome dokonania syna były w istocie dokonaniami jego ojca, choć Trump senior utrzymywał, że sukcesy Donalda przewyższały jego własne osiągnięcia. Nie było to prawdą. "Fred wiedział, że wszystko, co zostanie uznane za sukces jego syna, przyniesie również i jemu korzyść" - pisze bratanica Donalda Trumpa. Nie brak tez opisów wielu projektów, za które Donald brał się sam, a które kończyły się przeważnie bankructwem.

 W swojej książce Mary Trump przyznaje też, że to ona była głównym źródłem informacji dla głośnego tekstu w "New York Timesa" w październiku 2018 r. o matactwach i oszustwach finansowych rodziny Trumpów, którego autorzy odebrali Nagrodę Pulitzera.

ZOBACZ: "Nie myśl, że jesteś lepszy". Antyelitarny trend w polityce

Po śmierci seniora rodu ją i jej brata wykluczono z testamentu ponieważ, jak wyjaśniono: "Wasz ojciec zmarł na alkoholizm, co pozbawia was możliwości dziedziczenia części fortuny Trumpów". Mary podważyła ten testament w 2000 roku. We wrześniu tego roku oskarżyła natomiast wujków i ciotkę, wspomnianą emerytowaną sędzię sądu federalnego, o spiskowanie wraz z prawnikiem, który działał w jej imieniu. Zdecydowała się na to, gdy odkryła, że "dla rodziny Trumpów oszustwo nie było tylko biznesem rodzinnym - to był sposób na życie".

Zarzuciła im przedstawienie fałszywych sprawozdań księgowych, mocno zaniżających majątek jej ojca, co miało skłonić ją do rezygnacji z udziału w podziale spadku. Teraz wraz z bratem domaga się spłaty zobowiązań.

Swoja książkę z pełną premedytacją Mary Trump wydała tuż przed wyborami prezydenckimi. Ma nadzieję, że informacje w niej zawarte otworzą oczy przynajmniej jakiejś części zwolenników Trumpa. Jej zdaniem "w głębi duszy Donald Trump dobrze wie, że nie jest tym, za kogo się podaje".

Po ukazaniu się książki Mary Trump Biały Dom wystosował jedynie informację, że to "Księga kłamstw, napisana dla pieniędzy".

Komentarze