O fenomenie muzyki disco polo. "Taki Zenon Martyniuk - u niego zawsze teksty to wysoka kultura"
POLSAT

O fenomenie muzyki disco polo. "Taki Zenon Martyniuk - u niego zawsze teksty to wysoka kultura"

Artur podczas koncertów rozpala tłumy, a po występach gasi prawdziwe pożary. Karolina trochę się wstydzi, że słucha disco polo. Z kolei Oskar otwarcie opowiada, że na temat tego gatunku muzycznego pisze swoją magisterkę. O fanach i gwiazdach disco polo, nowym profilu w szkole i programie telewizyjnym pisze w Tygodniku Paulina Godlewska.

Obok tej muzyki mało kto przechodzi obojętnie. Disco polo łączy na parkietach, ale dzieli przy stołach. Jedni mówią o kiczu, drudzy udowadniają, że ma w sobie coś wyjątkowego (w końcu przyciąga tłumy). Choć wiele osób twierdzi, że nie słucha disco polo, to patrząc na popularność wyświetleń ich piosenek, trudno nie zauważyć fenomenu tego gatunku.

Pierwsza taka szkoła

Nie ma lepszego miejsca, by mówić o tym fenomenie, niż Michałowo. Niespełna miesiąc temu, jak grom z jasnego nieba gruchnęła wiadomość, że w tej niewielkiej podlaskiej miejscowości w liceum otworzą klasę o profilu disco polo.

Informacja z prędkością światła obiegła cały kraj. Internet aż huczał od komentarzy, minister edukacji stwierdził (pochodzący z Podlasia nota bene), że pomysł być może chwyci, a jednym z nauczycieli okazała się prawdziwa gwiazda w branży - Marcin Miller. Nie kojarzycie nazwiska? To ten od: "Jesteś szalona, mówię ci, zawsze nią byłaś, skończ już wreszcie śnić...". W Michałowie wręcz przeciwnie - tutaj młodzież zacznie śnić o karierze, jaką zrobił zespół Boys.

- Skoro Marcinowi Millerowi - prostemu chłopakowi ze wsi - wyszło, to tak samo wyjdzie wszystkim ludziom i młodym talentom z Michałowa - mówił w rozmowie z Polsatem lider tego zespołu.

Wielki powrót do lat 90.

Zanim jednak Miller spotka się uczniami na lekcjach, to najpierw "przepyta" tych, którym w tej branży już się udało. Dokładnie 25 lat temu na antenie Polsatu debiutował "Disco Relax".  Czy w ogóle jest w Polsce ktoś, kto choć raz nie widział tego programu?

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Disco Polo 25 lat później🤘

Post udostępniony przez Marcin Miller (@marcinmillerboys)

Ówczesne gwiazdy wracają 14 marca w "Disco Polo - 25 lat później". Jednym z prowadzących będzie właśnie lider zespołu Boys.

- Zapraszam gwiazdy disco polo lat dziewięćdziesiątych, które nadal są obecne na rynku oraz te, które po chwili triumfu postanowiły zejść ze sceny. Jedni i drudzy z wielką przyjemnością opowiadają, jak wtedy było - mówi Polsatowi Miller.

 

 

Na opowiadaniu się jednak nie skończy. Będzie też można zobaczyć ich koncerty sprzed lat i porównać z tym, co teraz dzieje się na muzycznej scenie. O tym opowiedzą artyści młodego pokolenia w rozmowach z Edytą Folwarską i Marcinem Kotyńskim.

"Mało ambitny pomysł"

Ale oderwijmy się od wspomnień i wróćmy jeszcze na chwilę do edukacji.

Pisałam już o klasie z profilem disco polo, a co dalej? Na uczelniach takiego kierunku jeszcze nie otwarto, ale to w ogóle nie przeszkadza Oskarowi Kańskiemu. To student Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ma 24 lata, skończył prawo, a za kilka miesięcy będzie bronił kolejną magisterkę, tym razem z administracji. Temat? A jakże - disco polo. Praca dotyczy praw autorskich.

 - Większość osób skupia się na tematyce biotechnologii, rozwoju sztucznej inteligencji, czy międzynarodowych programach ochrony patentów. Oczywiście, to ważne, potrzebne rzeczy. Ja jednak postanowiłem trochę rozładować atmosferę na zajęciach, wybierając temat o disco polo - mówi Oskar.

 Jak reagują znajomi, kiedy opowiada, o czym pisze? - Część jest w szoku, nie mogą tego dopasować do wizerunku uczelni. Inni mówią, że to niepoważne, że są lepsze tematy. Uważają, że podobnie jak cały ten gatunek muzyczny, taka praca magisterska to mało ambitny pomysł. Ale mi to sprawia radość, a przecież najlepiej wychodzi nam to, co lubimy robić.

Prawnik, metal i disco polo

Część znajomych nazywa Oskara "zdrajcą metalu", bo tego gatunku muzycznego też zdarza mu się słuchać.

Prawo, metal i disco polo? To dość nietypowe połączenie. Oskar opowiada, że tym ostatnim zaczął interesować się już jako kilkulatek. W telewizji leciał wówczas program "Disco polo live" i wspomniany już "Disco relax", które lubił oglądać, a piosenki nagrywał z dziadkiem na magnetofon.

Oskar sam też lubi śpiewać, a jak zauważa, teksty piosenek disco polo są proste i łatwe do zapamiętania. - W dużym uproszczeniu, ale tematy są zwykle dwa - dobra zabawa i miłość - wyjaśnia. - Są różni twórcy. Taki Zenon Martyniuk - u niego zawsze teksty to wysoka kultura, serdeczny nastrój, uśmiech, romantyzm. A z drugiej strony taki D-Bomb - seks, zabawa, imprezowanie.

- Ludzie mówią, że disco polo to prostacka muzyka. Nie zgadzam się. Ona ma w sobie coś, co sprawia, że nawet w kiepski dzień na twarzy pojawia się uśmiech i przynajmniej częściowo zapominamy o codzienności - mówi.  - A cytując Leonardo da Vinci, to właśnie "prostota jest szczytem wyrafinowania" - dodaje.

Dobra do tańca

- Lubię taką muzykę, dobrze się do niej tańczy - tłumaczy Karolina. Moja rozmówczyni skończyła kosmetologię. Mieszka na wsi, ok. 150 km od Warszawy. - Jak będziesz mnie przedstawiała, to nie pisz za dużo - zaznacza. Tłumaczy, że boi się hejtu. - Często słyszę, że disco polo to muzyka dla wieśniaków. A jak jeszcze jesteś ze wsi… sama się możesz domyślić.

Karolina, może nie co tydzień, ale często chodzi do lokalnej dyskoteki. Leci tam nie tylko disco polo, choć to gwiazdy tej muzyki przyciągają prawdziwe tłumy. - Normalnie wejście to 20 zł. Jak jest Zenek, MIG czy Defis, to za bilet trzeba zapłacić dwa razy więcej - wyjaśnia. Ale taka przebitka cenowa nikogo nie odstrasza - wręcz przeciwnie. Wtedy w klubie jest najwięcej gości, przychodzi nawet kilka tysięcy osób.

Zamknięte, bo post

Kiedy rozmawiamy, jest sobota. Zerkam na zegarek. Dochodzi 20. - Dziś nie idziesz na imprezę? - pytam. - Nie, bo Wielki Post - odpowiada bez wahania. - Dyskoteka zamknięta.

Dopytuję: właściciel jest tak bardzo wierzący? - Nie mam pojęcia, ale tu nie chodzi w ogóle o niego. Wiem, że w Warszawie, czy innym większym mieście kluby są otwarte codziennie, zawsze. Tutaj jest inaczej. To nie właściciel, a raczej ludzie są wierzący. Albo po prostu nie chcą gadania rodziców, że jak to tak, na dyskotekę w Wielkim Poście? I obgadywania sąsiadów, że we wsi są bezbożnicy. Ba, może jeszcze ksiądz coś na ambonie wspomni. Myślę, że jest zamknięte, bo i tak nikt by nie przyszedł - opowiada. Lokal więc w "czasach zakazanych" - Wielkim Poście i Adwencie - "zabaw hucznych nie urządza".

Karolina przyznaje, że disco polo słucha także w domu. - Czasami po pracy maluję u siebie znajome. Lubię, jak coś gra w tle, więc włączam radio albo telewizję. Takie programy, czy audycje o disco polo są po prostu fajne, bez nudzenia o polityce. Potrafią poprawić humor - mówi. Ulubiona piosenka Karoliny? - Tylko się nie śmiej - prosi. - Nie mam zamiaru. O gustach się nie dyskutuje - zapewniam. - "Księżniczka" - zdradza w końcu. Przyznaję, że nie znałam wcześniej tej piosenki. Ale za chwilę przedstawię wam jej autora.

Spontaniczna decyzja

Częściej niż "wycie" fanek pod sceną, słyszy wycie strażackiej syreny. Poznajcie Artura Suchcickiego, który służy w PSP w Ostrowi Mazowieckiej. Szerszej publiczności znany jest jako Power Boy. Jego "Perfekcyjna" i "Księżniczka" na YouTubie mają po kilkadziesiąt milionów wyświetleń.

 

Koncert zespołu Power BoyArtur Suchcicki
Koncert zespołu Power Boy

Strażakiem jest od 2013 roku, a na karierę muzyczną zdecydował się dwa lata później. - Lata 2014-2015 były zdecydowanie zdominowane przez disco polo. Nasz rynek w szczególności napędził zespół "Weekend" oraz "Akcent" – wyjaśnia Artur.

Dodaje, że pomysł, by śpiewać, pojawił się spontanicznie. – W moich początkach wspierali mnie bliscy, choć ta decyzja była dla nich lekkim szokiem. Dzisiaj są moimi najwierniejszymi fanami.

"Hejter to też fan"

Artur nie śpiewał wcześniej na weselach jak większość zespołów, która zaczyna w tej branży. Zanim zdecydował się coś nagrać, przez rok brał lekcje śpiewu. – Gdy uznałem, że już koniec nauki i nadszedł czas na pokazanie się szerszej publiczności, musiałem wybrać, w którą stronę idę. Wybrałem właśnie Disco Polo. Ta muzyka grała mi najbliżej duszy – jest rytmiczna, pozytywna i zapewnia rozkręcenie każdej imprezy – uśmiecha się.

Pytam, czy jako gwiazda disco polo spotyka się z częstym hejtem dotyczącym gatunku, który reprezentuje. -  Nigdy nie usłyszałem od kogoś prosto w oczy, że np.  śpiewam prostackie i beznadziejne piosenki, bądź sam mój gatunek jest taki – opowiada Power Boy. Dodaje jednak, że nie jest mu obcy hejt w komentarzach pod jego klipami.  – Myślę, że hejt jest głównie w Internecie, kiedy każdy przed monitorem komputera czuje się nietykalny i bezkarny. Na żywo nie są już tacy odważni. Ja szanuję wszystkich ludzi. Hejter to też fan, który posłucha piosenki, doda komentarz i ogólnie interesuje się mną i moją twórczością.

Strażakiem jest się całe życie

Artur przyznaje, że spotkania z fanami i koncerty to pewnego rodzaju odskocznia od codziennej pracy. - W zawodzie strażaka spotykam się z różnymi sytuacjami i widokami -  zazwyczaj jest to jakaś ludzka tragedia. Przez lata służby nauczyłem się po części zwalczać stres towarzyszący większości akcji. Disco polo, scena oraz fani dają mi mega pozytywną energię do działania. To, co się dzieje na koncertach oraz emocje jakie mi wtedy towarzyszą, są nie do opisania.

Koncerty to odskocznia, ale Power Boy zaznacza, że strażakiem jest się całe życie. Po jednym z występów wraz z władzami klubu, w którym śpiewał, uratował życie fance. – Dowiedziałem się, że pewna dziewczyna leży nieprzytomna i potrzebuje pomocy. Kiedy się tam udaliśmy, była w bardzo złym stanie. Zanim przyjechało pogotowie reanimowałem ją dwa razy. Nie czuję się bohaterem. Myślę, że większość osób postąpiłaby podobnie. Wszystko skończyło się szczęśliwie i dziewczyna wróciła do zdrowia. Teraz często żartuję, że fanki tracą przytomność na moich koncertach.

Artur odebrał nagrodę Strażaka Roku w PSP w Ostrowi MazowieckiejArtur Suchcicki
Artur odebrał nagrodę Strażaka Roku w PSP w Ostrowi Mazowieckiej

Chociaż obie profesje są mocnym przeciwieństwem Artur deklaruje, że nie zrezygnuje z żadnej z nich.  – Działam na dwa etaty i czuję się z tym naprawdę dobrze.

 

Komentarze