Młodzież ucieka przed internetem. "Wyuczona bezradność"
Pixabay

Młodzież ucieka przed internetem. "Wyuczona bezradność"

- Czasy, kiedy jedynym wspólnym zajęciem było siedzenie w telefonach obok siebie, minęły. Znudziło nam się to. Teraz chodzimy do restauracji, barów, gramy w planszówki - mówi Mateusz, tegoroczny maturzysta. Podobnie myślą jego znajomi - Zosia i Dawid. Technologia już ich nie kręci.

Uczą się w jednym z najlepszych lubelskich liceów. W maju zdają maturę. Chcą dostać się na Uniwersytet Warszawski, SGH. Interesują się teatrem, problemami współczesnego świata. Chcą żyć, ale inaczej, niż większość. Chłonąć to, co jest wokół nich, a nie na InstaStories kolejnej infulencerki.

Dawid wolny czas spędza na doskonaleniu siebie. - Mam na myśli trening. Zależy mi na zdrowiu. Wiem, że różne promieniowania ze sprzętów wpływają na funkcjonowanie organizmu np. na sen. Poza tym, błahe rzeczy jak przeglądanie Instagrama czy Facebooka zabierają mi za dużo czasu. Rówieśnicy to dostrzegają, gorzej młodsi. Ci z podstawówki nie mają jeszcze takiej hierarchii wartości, łatwiej się uzależniają.

Obóz odwykowy

Rozmowa z Dawidem o czymś mi przypomniała. Wpisuję w wyszukiwarkę hasło: kolonie offline. Pamiętam, że w jednym z warszawskich autobusów, przed wakacjami, usłyszałam rozmowę dwóch matek wysyłających dzieci na "obóz odwykowy". - Nawet pod prysznic idzie z telefonem. Może ten wyjazd coś pomoże - powiedziała jedna z nich.

Klikam w jedną z ofert, dla dzieci od 7 do 12 roku życia. Organizatorzy oferują program bogaty w gry podwórkowe, które pamiętamy z naszego dzieciństwa. Mamy podchody, chowanego, skakankę, gumę, kapsle, państwa-miasta i wiele innych. Za 2200 złotych (lub więcej, cena zależy m.in. od miejsca wyjazdu) młody fonoholik (osoba uzależniona od smartfona) pozna życie offline.

Instagramowy detoks

Wracając do Dawida. Nastolatek zauważa, że w jego otoczeniu to dziewczyny spędzają więcej czasu "w smartfonach". Ale nie Zosia, przyszła prawniczka. Ze swojego odinstalowała kilka aplikacji, m.in. Facebooka i Instagrama. - By móc się skupić na nauce do matury. Mam znajomych, którzy też zrobili taki detoks - opowiada. 

Nie zawsze tak myślała. Był moment, gdy poczuła, że to smartfon "planuje" jej rozkład dnia. - Wiele razy zamiast "szybko coś sprawdzić" podczas nauki, godzinami przeglądałam social media. Teraz już wiem, że to strata czasu. Wydaje mi się, że technologia tak spłyciła wszystkie kontakty, że my, młodzi, coraz bardziej doceniamy fakt, że ktoś chce poświęcić nam czas, spotykając się.

Mimo, że Mateusz podkreśla znudzenie młodzieży internetem, otwarcie przyznaje, że sam nie może wytrzymać pół godziny bez sprawdzania powiadomień. Na razie nie robi z tym nic. Zauważa jednak ważną rzecz.  - Nie używamy telefonów do całodziennego oglądania filmów czy seriali. Uzależnieni jesteśmy od kontaktów i ciągłej interakcji z przyjaciółmi, znajomymi. Mamy ich tak wielu, że nie możemy widzieć się z każdym na żywo bez strat w życiu szkolnym.

Polsat News

Gdy nie wychodzi w realnym świecie

Ta trójka lubelskich maturzystów jest wciąż w mniejszości (choć Mateusz nieco się wyłamuje). Duża część nastolatków rzadko spuszcza telefon z zasięgu wzroku. Widzę to w autobusie, metrze, pociągu, kawiarniach, galeriach handlowych czy podczas przerwy w teatrze.

Huberta Lubańskiego, psychologa wychowawczego z kilkunastoletnim doświadczeniem, pytam o to, dlaczego dzisiejsi nastolatkowie zatracają się w wirtualnym świecie. - Młodzież ucieka w technologię, gdy nie wychodzi im w realnym świecie. To oznacza dwie sprawy: albo nie mają poczucia kompetencji i wpływu na swój los, albo życie boli ich z powodu np. przemocy rówieśniczej lub domowej, problemów związanych z rozwodem rodziców, nauką, nadmiernymi wymaganiami, kryzysem tożsamości - tłumaczy. 

Lubański wyjaśnia, że brak wpływu na swoje życie może wynikać ze zbytniego wyręczania dziecka, niepoświęcania mu czasu, by kształtowało te kompetencje lub nadmiernego lęku czy też kryzysu psychicznego, który nie został pokonany. - To powoduje tzw. wyuczoną bezradność i bierność, gdy tylko pojawi się jakiś problem. Wtedy dziecko od razu się poddaje i nie próbuje walczyć o swoje. Wychowanie wymaga czasu i cierpliwości oraz dobrego przykładu własnego. A to obecnie są towary deficytowe. Dorośli sami przepracowani po nadgodzinach, z własnymi problemami nie mają już często zasobów, by zająć się młodym człowiekiem.

Według psychologa obecnie dorasta się najtrudniej od, co najmniej, 40 lat. - Co prawda, z jednej strony są niesamowite możliwości rozwoju i robienia kariery, ale z drugiej jest też największe zagrożenie kryzysem psychicznym z powodu lękowych warunków rozwojowych, co potęguje wadliwy system opieki zdrowotnej.

Polsat News

"Dekadę temu tak nie było"

Aby lepiej zrozumieć to, jak dzisiejsza młodzież żyje na co dzień, jak radzi sobie (lub nie) z problemami, jaki ma stosunek do telefonów, postanowiłam porozmawiać z osobami, które obserwują ją na co dzień, przez wiele godzin - nauczycielami.

Zwracają oni uwagę na to, co mówi Lubański - nadmierne wymagania w domu i szkole, niewystarczający kontakt z rodzicami, nieumiejętność poradzenia sobie w realnym świecie, często popychają nastolatków w kolorowe ekrany smartfonów, ale też powodują zaburzenia emocjonalne i choroby psychiczne.

Agnieszka, biolog w jednym z liceów, jako wychowawca w każdej klasie miała ucznia z depresją. - Nie dają sobie rady z prostymi problemami, chociażby z gorszymi niż w gimnazjum ocenami. Dużo wtedy tłumaczę, że ocena to nie wszystko. Trzeba ucznia umiejętnie poprowadzić, małymi krokami przywrócić mu wiarę w siebie.

Wtedy istotna staje się współpraca rodzic-nauczyciel-dziecko. - Dorosły może powiedzieć mi o depresji dziecka. Jeśli miałabym poinformować innych nauczycieli, muszę uzyskać zgodę rodzica. Wyjaśniam, że to dla dobra dziecka. Ustalamy wtedy z nim harmonogram zaliczeń, rozkładamy materiał, dajemy szansę na jego przyswojenie. Czasem są to tylko najważniejsze zagadnienia, niezbędne minimum.

"Jak ktoś mieszka na wsi, jest gorszy"

Królują nie tylko depresje i załamania. Fobia szkolna jest, jak to określiła Justyna Kawałko, anglistka, "plagą". - Dużo dzieci zaczyna bać się przychodzić do szkoły. Nie tylko ze względu na oceny, ale również na hejt w klasie, przerabianie zdjęć na memy, brak samoakceptacji. Zdarza się, że młodzi zakładają fejkowe konta ośmieszające innych.

- Mam przynajmniej jedną rozmowę w tygodniu. Zatrzymują i proszą o radę. Powtarzają, że nie wytrzymują presji, a szkoła powoduje u nich stany lękowe. Nie mogą dogadać się z rodzicami i rówieśnikami. Czasem zdarza się mobbing. Jak ktoś mieszka na wsi, uważany jest za gorszego - tłumaczy Zbigniew, nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie z Zamościa.

Gatunek parasolowaty

Jakub, 35-letni biolog w jednym z najlepszych stołecznych liceów podkreśla, że w klasach zetknął się również z anoreksją i bulimią.  - Jadąc na spotkanie z panią, dostałem telefon, że jedna z dziewczynek ma podejrzenie anoreksji. Ambicje są coraz wyższe i to one stanowią powód. Pobudzają je zarówno szkoła, jak i rodzice. Choroby cywilizacyjne. Tak jest w każdym dobrym liceum. Próg podkręcony, a nastolatkowie są takim gatunkiem parasolowatym, nadmiernie opiekuńczo traktowanym w pierwszych etapach szkoły.

Jest kolejnym mówiącym o presji.

- Nakładają ją na siebie, bo oceniają sytuację na rynku. Aby pozwolić sobie na godne życie, muszą zarabiać co najmniej 5 tys. złotych. To, niestety, jest prawda. Dlatego wybierają medycynę, farmację. Wiedzą, że inaczej będą korposzczurami za 3000 zł.

Pixabay

Lubański dorzuca do tego worka jeszcze inne zaburzenia rozwoju. - Zespół Aspergera, autyzm, problemy z impulsywnością i kontrolą, ADHD, ADD, zagrożenie niedostosowaniem społecznym i zachowania opozycyjno-buntownicze - wylicza.

Rośnie także ryzyko zaburzeń osobowości diagnozowanych dopiero po ukończeniu 18 lat. Ich symptomy można dostrzec już wcześniej. - Osobowości lękowe, unikające, a czasem też schizotypowe lub schizoidalne, borderline - to problemy na całe życie. Świat daje teraz technologię, duże możliwości, ale nie daje bezpiecznej przestrzeni, by zadbać i uwierzyć w siebie - puentuje.

Komentarze